Wyobrażamy sobie przyszłość, w której produkty i możliwości QuiAri będą dostępne nie tylko w Korei Południowej, ale na każdym rynku w Azji, a także na całym świecie. Nasz biznes jest w 100% skalowalny i z łatwością poradzi sobie z każdym znaczącym wzrostem zapotrzebowania. Ciągle udowadniamy, że jesteśmy zdolni na całym Czego nauczyliśmy się od uciekinierów z Korei Północnej, którzy osiedlili się w Korei Południowej? Szacuje się, że we wrześniu 2016 r. w Korei Południowej mieszka 29 830 uciekinierów z Korei Północnej. Od nich poznaliśmy szczegóły codzienne życie ludzi w jednym z najbardziej zamkniętych społeczeństw na świecie. Ile zapłacimy za pokój w Korei Południowej? Średnia cena noclegu w Korei Południowej wynosi 290 zł (94 tys. KRW). Jeśli szukasz najtańszego noclegu: w tanim jednogwiazdkowym hotelu zapłacisz: 210 zł (69 tys. KRW), a jeśli lubisz hostele to tam przenocujesz za: 160 zł (51 tys. KRW). Koszt pokoju w hotelu 2-gwiazdkowym wynosi Korei Dla mnie to wszystko było nowe… Moje życie w Stanach wyglądało zupełnie inaczej. Mama też była tam jakaś inna. W Korei fizyczne dyscyplinowanie dzieci przez rodziców jest ich zapisanym w kodeksie cywilnym prawem. W krzyki za drzwiami sąsiadów nikt się nie miesza, nieważne jak częste i przerażające. . "Kiedy zapytałem: "Co Wielki Wódz myśli o papieżu, głowie Kościoła?", moi rozmówcy przerwali rozmowę. Nie wiedzieli, kto to jest Ojciec Święty" - wspomina swoją wizytę w Korei Północnej prof. dr hab. Waldemar Dziak, specjalista od problematyki północnokoreańskiej, wykładowca Collegium Civitas i PAN. "Żeby zrozumieć specyfikę północnokoreańską, przede wszystkim trzeba wiedzieć, że to jedyne państwo na świecie, gdzie całe społeczeństwo - 25 milionów - podzielono na trzy klasy, według stopnia lojalności dla wodza i dla reżimu" - tłumaczy. Jak podkreśla, "na zewnątrz to społeczeństwo przypomina zwarte roboty". Ale co tak naprawdę dzieje się w głowie Koreańczyka z północy i czy da się stworzyć jego portret? Anna Gańczarek-Rał, RMF FM: Czy da się przedstawić rys psychologiczny, społeczny mieszkańca Korei? Wiadomo, co tak naprawdę siedzi w głowie Koreańczyka z północy? Prof. dr hab. Waldemar Dziak, Collegium Civitas: To jest pytanie, nad którym dzisiaj głowią się sztabowcy i wywiady w Tokio, Seulu, Waszyngtonie, Pekinie, Moskwie i w każdej stolicy azjatyckiej. Bo to jest największa tajemnica społeczności północnokoreańskiej. Pamiętajmy, że Korea Północna to państwo niepodobne do żadnego innego na świecie. To państwo totalitarne, gdzie ideologia nie jest ani komunistyczna, ani nacjonalistyczna. To jest raczej taka mieszanka wybuchowa nacjonalizmu, rasizmu, ksenofobii, szowinizmu, stalinizmu, maoizmu, polpotyzmu i to wszystko jeszcze okraszone konserwatyzmem. I to jest ideologia dżucze - ta, która rządzi. Pani pytanie jest o tyle trudne, że w tym kraju nie prowadzi się żadnych badań socjologicznych, żadnych badań opinii publicznej i żaden obcokrajowiec, uczony, ekspert nie może tam pojechać i zaproponować, że on zrobi jakieś badania, bo chciałby się tego dowiedzieć. To jest w ogóle niemożliwe. Korea Północna jest najbardziej zamkniętym państwem i najbardziej zamkniętym społeczeństwem - to znaczy izolowanym od wszelkich kontaktów i wpływów zewnętrznych. Przeciętny obywatel Korei Północnej nie ma zielonego pojęcia co się dzieje na świecie. Jak daleko sięga indoktrynacja? Koreańczyk naprawdę uznaje Kimów za bogów? Byłem wiele razy w Korei. Raz, kiedy zapytałem: "Co wielki wódz myśli o Ojcu Świętym, papieżu, który jest głową Kościoła?", moi rozmówcy przerwali rozmowę. Nie wiedzieli kto to jest papież! Dopiero na drugi dzień dowiedzieli się i z dumą poinformowali, że już możemy porozmawiać. Na pytanie mojego doktoranta o Jugosławię, byli przekonani, ze Jugosławia nadal istnieje - jako niepodległe państwo. Koreańczycy Północni do dziś nie wiedzą, że ludzie byli na Księżycu, bo niestety, tymi ludźmi byli Amerykanie, czyli wrogowie, jankesi, imperialiści, wilkołaki, więc "nie mogli" być na Księżycu. To kto jest dla nich najważniejszy? Kiedyś niemiecki dziennikarz zapytał, czy są w Korei ludzie wierzący. Funkcjonariusze przyprowadzili Koreankę, która powiedziała, że jest wierzącą chrześcijanką i uwielbia Kim Ir Sena. Dziennikarz zapytał ją, czy nie ma sprzeczności między miłością i wiarą w Boga i miłością i wiarą w Kim Ir Sena. Odpowiedziała z pełnym przekonaniem, że przecież to jedna i ta sama osoba. Żeby zrozumieć specyfikę północnokoreańską, to przede wszystkim trzeba wiedzieć, że to jedyne państwo na świecie, gdzie całe społeczeństwo, 25 mln podzielono na trzy klasy, według stopnia lojalności dla wodza i dla reżimu. Oblicza się, że 22 procent społeczeństwa należy do klasy uprzywilejowanej, druga to to klasa chwiejna, to tacy, którzy nie są otwartymi wrogami władz i wreszcie trzecia - klasa wroga. W chwili urodzenia otrzymuje się przydział do odpowiedniej. Jeżeli jest się w klasie wrogiej, to nie ma się najmniejszych szans na podjęcie studiów, choćby się było geniuszem. Dziewczyna z klasy uprzywilejowanej może poznać chłopaka z klasy chwiejnej, ale nigdy nie może zawrzeć z nim związku małżeńskiego, bo władze do tego nie dopuszczą. Trudno mówić o jakimś życiu prywatnym. Tak, ale przecież żadne państwo nie jest w stanie stworzyć totalnej izolacji. Ci ludzie znajdują sposoby, żeby uciec. Pokazuje to przykład Koreanki, która uciekła i nie mogła się zupełnie odnaleźć w nowej rzeczywistości, ale mimo wszystko - jednak udało jej się stamtąd wydostać. To jest dobry przykład. W tym momencie mamy już 30 tys. uciekinierów w Korei Południowej. Korea Południowa mimo różnych zachęt finansowych, szkoleń, kursów przystosowania do nowych warunków, nie może sobie dać rady z integracją tych ludzi. Ludzie wychowani w innym systemie wartości, w innym trybie życia, nie odnajdują się w świecie. Zdarza się, że Koreańczycy uciekają na południe i po pewnym czasie wracają, to są jednostki, które nie odnalazły się w nowym systemie. Niby tam im brakowało tej wolności, ale okazuje się, że ta wolność nie była taka ważna. Północnokoreańscy uciekinierzy mówią, że uciekli, bo zaczął się głód, bo było trudno znaleźć pożywienie. Zauważyłem, że nikt nie powiedział, że uciekł z Korei Północnej, bo to był obóz koncentracyjny, że tam nie ma wolności jednostki, człowieka, religii. Uciekają setki, ale nie tysiące, dziesiątki tysięcy - a reżim trwa mocno. Ale wciąż można normalnie porozmawiać? Jest Internet, są telefony? Komórki są tam tak skonstruowane, że można rozmawiać tylko wewnątrz kraju. Jeżeli ktoś chce pogadać sobie z Chińczykiem, to musi udać się do strefy przygranicznej, kupić chiński telefon, przez który może połączyć się z kimś z Korei Południowej. Znamy liczne przypadki rozstrzelania obywatela Korei Północnej, najczęściej studenta czy młodego ucznia, który bez zgody władz połączył się ze swoim przyjacielem z Korei Południowej. Mamy więc do czynienia ze społeczeństwem, które jest niezbadane. Nie wiemy, na przykład jak ludność Korei Północnej zareagowałaby w przypadku wkroczenia armii Korei Południowej, czy amerykańskiej. Nie spotyka się to z oporem społeczeństwa? Na zewnątrz to społeczeństwo przypomina zwarte roboty, ale kiedyś jeden z Koreańczyków powiedział mi: "My jesteśmy w stanie kontrolować człowieka, jego zachowania, co robi w domu, w pracy, ale nie możemy kontrolować jego myśli. Szkoda, że nie ma takiego urządzenia". Pamiętajmy jednak, że jest to kraj, który stawia opór. W obozach koncentracyjnych ciągle przebywa 200 tys. ludzi. To znaczy, że na miejsce tych, którzy poumierali przychodzą nowi, którzy przeciwstawiają się władzy. Korea Północna to jest 70 lat indoktrynacji, to są pokolenia, to jest młodzież, która nie zna innego świata. Pamiętam jak byłem tam pierwszy raz i powiedziałem mojemu opiekunowi, że mam samochód marki polonez. Marki nie znał, ale już sam samochód go zadziwił. W Korei Północnej w latach 80. żadna prywatna osoba nie mogła mieć samochodu. W stolicy kraju mieszkają tylko ludzie z klasy uprzywilejowanej. Nikt z klasy wrogiej, ani chwiejnej nie dostanie na to pozwolenia. Jak tu badać? Kogo badać? Trzeba byłoby oddzielnie badać każdą klasę i dopiero z tego stworzyć portret społeczeństwa, a to jest w tej chwili niemożliwe, dopiero po zjednoczeniu Korei. Zjednoczenie Korei nie leży jednak w niczyim interesie, ani Chin , ani USA, ani Rosji czy też Japonii. Są jakiekolwiek szanse, by do tego kiedyś doszło? Ile by trwała taka zmiana, asymilacja? No właśnie, to jest kwadratura koła, zjednoczenie Korei zmieniłoby wszystko, ale dziś jest niemożliwe, bo nikt nie jest tym zainteresowany. Ale w historii różnie bywa, bez względu na to co myślą przywódcy państwa. Wystarczy, żeby doszło do wymiany ciosów atomowych między Koreą Północną a Stanami Zjednoczonymi - oby się bez tego obeszło - lub obalenia reżimu Kim Dzong Una i wszystko wtedy się może zdarzyć. Trwałoby to bardzo długo, wystarczy spojrzeć na proces zjednoczenia Niemiec, gdzie różnice były niewielkie. Nie chodzi tu tylko o zmiany ekonomiczne, ale świadomościowe. A jest jakakolwiek szansą na zmianę ich ideologii, odejścia od niej? Zmiana mogłaby nastąpić w wyniku wojny i upadku reżimu północnokoreańskiego, kiedy na terytorium Korei Północnej byłaby inna władza, niekoniecznie prozachodnia, niekoniecznie kapitalistyczna, ale bardziej otwarta na świat. Możliwa byłaby droga chińska? Komunizm w polityce, ale kapitalizm w gospodarce? Droga chińska jest potępiana w Korei Północnej, oni uważają, że Chińczycy dokonali ukłonu w kierunku burżuazji, że tak naprawdę Chińczycy porzucili drogę socjalistycznego rozwoju. Korea Północna próbowała coś robić, ale jak tylko zobaczyła, że reformy poluzowują trochę kontrolę społeczną, natychmiast się z tego wycofali. Nie ma więc jakichś sił wewnętrznych, które spowodują, że tam się zaczną jakieś reformy, jak w Chinach w 1979. Tam nie ma takiego procesu, nie ma takiego zjawiska. Jeżeli coś ma się zmienić na lepsze, to tylko na skutek interwencji zewnętrznej. Korea Południowa to wciąż mało znany kierunek podróży Polaków, w przeciwieństwie do położonej nieopodal Japonii. Poza Seulem i DMZ mało kto kojarzy inne miasta w Korei, szczególnie pod kątem turystycznym. Ale prawie każdy wie, że to stąd pochodzi Samsung i Hundai. A co jeszcze o Korei trzeba wiedzieć i co może Was zaskoczyć? 1. Małe ręczniki. Ciężko mi oczywiście mówić o całym kraju, ale w 4 na 5 miejsc, gdzie nocowałam, a były wśród nich hotele z gwiazdkami (jedna gwiazdka to wciąż gwiazdka!), dostałam tylko małe ręczniki, mniejsze niż nasze standardowe 50×70. Fakt, że najczęściej mogłam ich dostać więcej niż jeden, dzięki czemu można się było wytrzeć partiami. Jedynie pensjonat w Changwon oferował poza małym, również duży ręcznik, ale to pewnie dlatego, że był to właśnie rodzinny pensjonat. 2. Za bilety komunikacji miejskiej zapłacicie tylko gotówką. Automaty na jednorazowe przejazdy oraz do doładowania karty wielorazowego użytku T-Money przyjmują tylko gotówkę. Dodatkowo automaty na jednorazowe przejazdy przyjmują tylko niskie nominały, do ₩1000, ale bez stresu – jeśli macie grubsze, na stacji metra zawsze znajdzie się rozmieniarka pieniędzy. Niemniej kartą za komunikację nie zapłacicie. Było to dla mnie pewne zaskoczenie, bo Koreę postrzegałam jako hiper nowoczesny kraj, gdzie płacenie kartą będzie możliwe wszędzie (skoro w PL można kupić bilet płacąc BLIK-iem w jakdojade?) Karta na komunikację miejską w Seulu, możliwa do doładowania 3. Zakupy o każdej porze. Małe i większe sklepiki 7 Eleven, GS25, eMart, Nice to CU, są dosłownie na każdym rogu, niekiedy jeden obok drugiego. Zakupy w nich bardzo często można zrobić 24/7, asortyment zawiera wszystkie niezbędne do przeżycia artykuły: napoje, słodycze, gotowe dania (jest też kącik, gdzie można je przygotować w mikrofali), podstawowa chemia. Ostatecznie nie przetestowałam, ale wciąż mnie intrygujeCiasteczka brownieTrójkąty Przestrzeń do odgrzania gotowych produktówSzynka SPAM 🙂GS25 – jeden z najpopularniejszych tzw. convienient store 4. Mięsożercy. Przed wyjazdem pilnie sprawdziłam jakich dań warto w Korei spróbować, a które są bez mięsa, jako że nie jem go od prawie pół roku, a potem.. zderzyłam się z rzeczywistością. Pojęcia wegetarianizm, weganizm w koreańskiej kuchni nie funkcjonują, na każdym kroku szyldy informują o daniach z szczęśliwej (że mogła oddać życie dla tej restauracji) krowy/świni/kury* (*niepotrzebne skreślić). W telefonie prędko pojawił się zwrot po koreańsku „no meat”, ale wciąż nie było łatwo. Wiele dań tradycyjnej kuchni koreańskiej pozostało nieskosztowanych niestety. Dodatkowo Koreańczycy mają świra na punkcie smażonego lub pieczonego kurczaka. Prawdziwe szaleństwo. Ewolucja kury w Korei 5. Bezpłatne i super czyste toalety dostępne są wszędzie: w parkach, na terenie atrakcji turystycznych, stacjach metra. Życzyłabym sobie takiego standardu publicznych toalet w Polsce. Jedyny dramat to toalety w pociągach, te w Korei trzymają polski poziom. Publiczne, bezpłatne toalety w Jinhae, gdzie odbywa się festiwal z okazji kwitnienia wiśni 6. Choć w Korei obowiązuje ruch prawostronny, dotyczy to tylko ruchu samochodów, piesi poruszają się lewą stroną. A właściwie każdą jak im akurat wygodnie, lekceważąc strzałki wskazujące kierunek na schodach, zebrach itd. 7. W ogóle Koreańczycy to trochę rebelianci, to Azjaci ze słowiańską duszą. Głośni, charakterni, pyskaci i spontaniczni, lubiący łamać zasady. Przeciwieństwo tego, jak zapamiętałam Japończyków. 8. Z angielskim będzie problem. Niewiele osób zna lub mówi po angielsku. Jak już mówi, to z bardzo silnym akcentem. Podstawowe zwroty miałam w telefonie po koreańsku i angielsku, w innych przypadkach do akcji wkraczały kalambury, tłumacz Google albo telefon do przyjaciela. W punktach informacji turystycznej jest różnie. Czasem pracownicy super mówią po angielsku (Buchnok Hanok Village w Seulu, Geyongju) i sporo materiałów przygotowanych jest w tym języku, ale w większości po angielsku są tylko nagłówki, a pracownicy ograniczają się do głębokiego ukłonu. W temacie przygotowania na anglojęzycznych turystów Korea ma jeszcze dużo do zrobienia. Świetnym źródłem informacji będą strony na fejsie Visit Korea oraz Visit Seoul. 9. Mapy Google na niewiele się zdadzą. Korea nie udostępnia niezbędnych danych zagranicznym podmiotom, dlatego kropka na Mapie Google przyda się Wam tylko by określić bieżące położenie (i to też nie zawsze), ale wyszukać trasę będzie ciężko. Zamiast Google Maps polecam apkę Naver, która przede wszystkim wskaże Wam przejazdy i połączenia komunikacją miejską i dalekobieżną (włącznie z wyjściami z metra, a to jest super ważna informacja), ich ceny i co najważniejsze lokalizację przystanków np. autobusowych a wybrana trasa otwiera się również po przejściu w offline. Super sprawa, a każdym mieście się sprawdziła idealnie. 10. Maseczki vs Maseczki. To w pewnym sensie domena azjatyckich krajów, że mieszkańcy noszą na co dzień maseczki zakrywające nos i usta. Część, podobnie jak my w Polsce od kilku lat, chroni się przed smogiem, część przed zarazkami innych, lub żeby samemu nikogo nie zarazić. Brak makijażu też można zamaskować taką maseczką, albo niezbyt ładny uśmiech. Powodów jest wiele, tak samo jak miejsc, gdzie można dostać maseczki (włącznie z automatami na stacjach metra). Inne maseczki, z których słynie Korea, to te pielęgnacyjne z płachty, które nakłada się na buzię, żeby mieć piękniejszą skórę. Maseczki wszelkiej maści, koloru, zapachu dostępne są wszędzie i kosztują już od ₩500, średnio ₩1000. Są sklepy sprzedające tylko maseczki (All mask story). Super opcja na prezent, w Polsce takie maseczki są średnio 2 i 3-krotnie droższe. 11. Cute. Wspominałam o różnicach z Japonią, teraz wspomnę o podobieństwie: Koreańczycy, podobnie jak mieszkańcy Kraju Kwitnącej Wiśni, uwielbiają wszystko co jest śliczne, urocze, animowane. Sklepy takie jak Daiso, Artbox, Kakao Friends oferują masę uroczych, nikomu tak naprawdę niepotrzebnych gadżetów, które są po prostu urocze. To również świetne miejsce na kupno fajnych prezentów z podróży do Korei. Koreańskie cute gadżetyKoreańskie cute gadżetyKoreańskie cute gadżetyKoreańskie cute gadżetyKoreańskie cute postaci 12. Korea jest tania. Znowu porównując trochę do Japonii, Korea jest dość tania. Jedzenie w knajpkach jest tanie (tańsze niż w Polsce), podobnie w sklepikach. Relatywnie droższe są kawiarnie: kawy, ciasta i tego typu słodycze, w porównaniu do jedzenia są widocznie droższe. Przejazdy autobusami i pociągami podobnie jak w Polsce. Zdecydowanie tania jest komunikacja miejska, średnio za przejazd płaci się ₩1300, czyli ok. 4,3 zł, a trasa jaką można za tę kwotę pokonać jest imponująca. Wspomniane wyżej gadżety też są tanie, poziom cenowy flying tiger czy Pepco. Noclegi dość standardowo, ok. 150 zł za pokój 2-osobowy z łazienką i śniadaniem (tosty z dżemem). 13. Korean time. Coś, czego się nie spodziewałam w Korei to pewien luz w stosunku do czasu. Check in od 15:00, jesteśmy 15:10 a recepcjonista prosi, żeby zaczekać, bo pokój jest jeszcze sprzątany. Albo autobus może odjechać przed czasem. Pociąg opóźniony. A znowu kasa biletowa pod jednym z Pałaców w Seulu otwarta minutę przed czasem. To ta słowiańska dusza chyba. 14. Darmowa woda w restauracjach, na stacjach metra, w sklepikach (czasem też wrzątek). Zawsze w Korei napijecie się wody za darmo, nie ma potrzeby jej kupować, z resztą poza dużymi marketami raczej jej nie znajdziecie. Wystarczy zabrać ze sobą wielorazową butelkę i po kłopocie. 15. Czarna herbata to w Korei towar deficytowy, więc jeśli nie wyobrażacie sobie dnia bez szklanki normalnej herbaty, to polecam zabrać zapasy. W sklepach czarna herbata jest rzadko spotykana i droga (w porównaniu do innych napojów), w hotelach i hostelach nie występuje. Na mieście można się dobrej, czarnej herbaty napić w Isaac Tosts (₩2500 Earl Grey), A Twosome Place (₩5100 English Breakfast) oraz Angel-in-us (₩5000 English Breakfast, na lotnisku w Seulu, T1 również). 16. Restauracje to wyzwanie. Wspominałam już, że bycie wege w Korei jest trudne, ale samo korzystanie z restauracji też stanowi nie lada wyzwanie. Witryny są często zasłonięte mleczną szybą, menu jest tylko po koreańsku, i choć widać ceny, to nie wiadomo za co. Jak są obrazki, to nie ma podpisu, jak jest podpis pod obrazkiem, to nie ma ceny. Istne łamigłówki, które ciężko się rozwiązuje na głodnego. Pizza w KoreiNiefortunna nazwa dla restauracjiMenu bardzo spokoMenu bardzo spokoAlbo wybieramy gotowe jedzenieAlbo bierzemy to, co inni 🙂 17. Global ATM vs ATM. Już wspominałam, że za komunikację płacić trzeba gotówką, ale skąd ją brać? Z bankomatu – bardzo ładnie. Problem tylko jest taki, że o ile bankomaty spotkacie co krok, to większość wypnie się na Was i Waszą zagraniczną kartę. Tylko bankomaty Citi banku (widziałam cały jeden) oraz te z napisem Global ATM wypłacą Wam gotówkę z Revoluta czy karty bankomatowej Waszego banku. Znajdziecie je na głównych dworcach i dużych stacjach metra np. w Seulu. Za każdą wypłatę pobierane jest ₩3600, więc lepiej wziąć raz a więcej. Wymiana waluty w kantorze również stanowi wyzwanie, bo poza kantorem na lotnisku w Seulu (całkiem niezły kurs), i na Seoul Station, na inne nie trafiłam. Pozostają banki, ale nie miałam okazji sprawdzić kursu. Bardziej jednak opłaca się zabrać dolary. Bankomaty w KoreiBankomaty w Korei 18. Koreanki nie mają żadnych oporów, żeby wykonać pełen makijaż w metrze (z podkręcaniem rzęs zalotką!) czy zakręcić loka w pociągu. Ale, żeby nie było młodzieniec w pociągu z Changwon do Seulu nie miał skrupułów, żeby prostować sobie prostownicą tlenione blond włosy, więc to nie tylko domena kobiet. Zdaje się, że czas spędzony w podróży komunikacją do pracy czy szkoły traktowany jest jako przedłużenie porannej toalety. A że do pracy dojeżdżają często grubo ponad godzinę, to ciężko się dziwić. 19. Wi-fi jest praktycznie wszędzie i nie wymaga haseł czy kodów. Nie każde, ale uptime oraz KT Free Wi-Fi mnie nigdy nie zawiodło, choćby, żeby w Naver Map sprawdzić jak gdzieś dojechać. W pociągach KTX wi-fi działa elegancko, podobnie na stacjach metra. Kupowanie lokalnej karty z internetem (ok. 40 USD) nie jest moim zdaniem konieczne. 20. Tanie bilety wstępu. Jeśli już występuje opłata za wstęp do jakiejś atrakcji turystycznej, to jest ona można powiedzieć symboliczna, od ₩1000 do ₩5000 za osobę. I mówimy tu o zabytkach z listy UNESCO na przykład. Nieco inaczej mają się wstępy na punkty widokowe w Seulu. Wjazd na N Tower to koszt ₩10000 od osoby, a na Lotte Tower ₩27000. Koszmarnie drogie, ale jeśli ktoś lubi… 🙂 21. We wszystkich miejscach, w których spałam w pokoju były centralnie sterowane podgrzewane podłogi, co jest niezwykle przyjemne, szczególnie jeśli śpimy w pokoju w stylu koreańskim (czyt. na podłodze) a wiosną nocą są ledwie 3°C. Co ciekawe, podgrzewanej podłogi nigdy nie było w łazience, gdzie na przykład lubią ją instalować Norwegowie. 22. Ułańska fantazja i słowiańska dusza najbardziej dają o sobie znać w autobusie komunikacji miejskiej. Powiedzieć, że kierowcy są szaleni to nie powiedzieć nic. Hamowanie w miejscu na przystanku, ruszenie z kopyta, branie zakrętów niemalże na ręcznym to normalka. Nie polecam długich przejażdżek autobusem po obfitym obiedzie, również jazda z walizką będzie jazdą bez trzymanki (bo trzymasz bagaż, żeby nie zabił innych pasażerów, jednocześnie pilnując trasy na mapie Naver w telefonie, nie masz już więc ręki, żeby trzymać się uchwytu). 23. Jeśli byliście w Japonii to wiecie, że napoje w sklepach nie kończą się na Coli, Pepsi i Fancie oraz sokach. W Korei sprawy mają się tak samo, opcji napoi w puszkach i butelkach są setki, gazowane, słodkie, gorzkie, jakie sobie tylko wymyślicie. Co ciekawe jednak w przeciwieństwie do Japonii, a automatach wybór jest bardzo mały. Napoje 24. Wiele osób odwiedzających Koreę Południową zachwyca się czystością ulic, i na pierwszy rzut oka może się to wydawać prawdą, ale wystarczy pobyć tu dłużej, by zobaczyć, że to nie tak, że Koreańczycy nie śmiecą, to raczej służby sprzątające są po prostu bardzo sprawne. 25. A dlaczego śmiecą? Bo w Korei ciężko znaleźć kosz na śmieci na ulicach. Co do zasady, każdy powinien swoje śmieci zabrać do domu. Kosze są na dużych stacjach metra, dworcach kolejowych i w centrach handlowych, ale tak po prostu na ulicy o nie trudno. Chciałoby się pomyśleć, że chodzi o recykling, ale…. 26. Przykro to mówić, ale Korea nie umie w ekologię. Pewnie, pojawiają się panele słoneczne (między nami, wcale nie takie ekologiczne), co jakiś czas widać wiatraki, ale na co dzień mają jeszcze wiele do nadrobienia. Wszystko pakują w reklamówki, owoce na styropianowych tackach owinięte są folią, każda najmniejsza rzecz, ma swoje opakowanie, napoje podawane są właściwe wszędzie i zawsze w plastikowych kubkach ze słomką (sic!). Masakra. 27. Trójkąt dobry na wszystko. Jedną z moich ukochanych japońskich przekąsek był trójkąt z ryżu z nadzieniem np. tuńczyk z majonezem, zwany tam onigiri. W Korei to samo cudo nazywa się samgak gimbap i jeśli tylko znajdziecie swój smak, posłuży Wam na kolację lub za przekąskę. Często na opakowaniu jest informacja po angielsku o rodzaju nadzienia, czasem jest obrazek a czasem nie ma nic. W Japonii używałam poniższej ściągawki kolorystycznej, która przydała się też w Korei. Samgak gimbap, koreańska przekąska idealnaSamgak gimbap – rodzaje po kolorach 28. Autobusy dalekobieżne potrafią być luksusowe niczym Pierwsza klasa w samolocie. Raz trafiłyśmy na wypasiony autobus: kapsuły z rozkładanymi zupełnie fotelami zajmowały tyle miejsca, że cały autobus mieścił ledwie 21 miejsc. I wcale nie był bardzo drogi, za podróż 3,5 godziny w takich warunkach z Busan do Gwangju zapłaciłyśmy ok. 105 zł (niecałe ₩32000). Z Gwangju do Changwon liczyłyśmy na podobne warunki, ale niestety było już „oczko niżej”, 28 miejsc a fotele rozkładały się tylko „dość” a nie „prawie full”. Autobus luksusowy na trasie Busan – Gwangju w KoreiAutobus luksusowy na trasie Busan – Gwangju w Korei 29. Jeśli byliście w Japonii to już zetknęliście się z realistycznymi, plastikowymi wizualizacjami dań przed restauracjami. W Korei jest tak samo, wizualizują nawet desery. Ma to swoje absolutne plusy, klient od razu wie, jak będzie wyglądało jego danie. Absolutnie jestem za tym, żeby wprowadzić ten system w Europie. Wystawa-wizualizacja dań przed restauracjąWystawa-wizualizacja dań przed restauracjąWystawa-wizualizacja dań przed restauracją 30. Koreańczycy uwielbiają francuskie macaron, żeby nie powiedzieć mają na ich punkcie obsesje. Słodkie okrągłe ciasteczka przełożone kremem dostać można praktycznie co krok, w najróżniejszych kolorach i kształtach. Pewnie dlatego, że są takie cute. Francuskie macaron podbiły serca Koreańsczyków A Wam jak się podobała Korea Południowa? Prawda, że zaskakująca? Planujesz się wybrać? A może ta przygoda już za Tobą? Daj znać w komentarzu! A jeśli spodobał Ci się ten wpis i uznasz go za wartościowy, będzie mi miło, jeżeli podzielisz się nim z innymi korzystając z kolorowych przycisków poniżej. Dziękuję! Zapraszam Cię również na mój fan page na Facebooku Kto podróżuje ten żyje dwa razy, skąd dowiesz się gdzie aktualnie jestem i dokąd się wybieram. Do zobaczenia! Malwina Wrotniak2012-11-09 06:00redaktor naczelna 06:00fot. / / ThinkstockNiezwykle rozwinięty przemysł rozrywki, ekstremalne posiłki i fanatyzm religijny, monotonne blokowiska i autostrady i urzekająca natura w jednym - to dzisiejszy krajobraz Korei Południowej. A wszystko to w sąsiedztwie kraju totalitarnego. Od dziesięciu lat w tym regionie mieszka i pracuje Polka, Anna Sawińska. Malwina Wrotniak, Pani Aniu, co to jest jaebol? Kredyty hipoteczne drożeją? Porównaj raty w różnych bankach. Anna Sawińska: Jaebol (lub chaebol) to koreańska forma globalnego koncernu o bardzo skomplikowanej strukturze organizacyjnej i własnościowej. Jaebole, takie jak Samsung, Hyundai, LG czy SK odegrały ogromną rolę w rozwoju ekonomicznym Korei, szczególnie za czasów dyktatury wojskowej, kiedy to polityka i biznes ściśle ze sobą współpracowały. Żeby znaleźć się w takim miejscu, trzeba było dużo poświęcić? Na ile poważny był plan, żeby się w Korei osiedlić? Mój wyjazd do Korei był dosyć przypadkowy. Nieoczekiwanie otrzymałam stypendium Samsung Global Scholarship, które wiązało się z przynajmniej czteroletnim pobytem w tym kraju. W 2002 roku Korea nie była jeszcze aż tak popularnym miejscem, jak to jest obecnie, w związku z czym nie do końca było wiadomo, czego można się spodziewać. Trzeba zdać sobie sprawę, że to był czas, kiedy jeszcze niewielu obcokrajowców miało dłuższe doświadczenia w tym kraju, nikt nie pisał blogów o Korei, nikt nie słyszał o K-Popie czy koreańskich operach mydlanych. Dlatego cała wyprawa była dla mnie ogromnym znakiem zapytania. Z perspektywy dziesięciu lat wydaje mi się, że mimo początkowych trudności i frustracji, rachunek zysków i strat jest zdecydowanie dodatni. Nie zamieniłabym tego doświadczenia na żadne inne. Początkowo nie miałam zamiaru się w Korei osiedlać. Plan stypendium zakładał powrót do jednej z europejskich siedzib Samsunga i z takim założeniem tutaj pracowałam. Po trzech latach w Samsungu, znowu dosyć dla mnie nieoczekiwanie, dostałam bardzo ciekawą ofertę pracy w drugiej największej stoczni na świecie i już zostałam. Po YouTube krąży nakręcony przez Panią film „W Korei". Na które klatki powinniśmy patrzeć ze szczególną uwagą? Film był robiony tak, żeby jak najpełniej pokazać, jak różnorodny jest ten kraj – od dosyć monotonnych blokowisk i autostrad, przez urzekającą naturę, koloryt tradycyjnej zabudowy, niezwykle rozwinięty przemysł rozrywki, aż po ekstremalne przykłady koreańskich posiłków (tych jeszcze ciągle żywych!) i fanatyzm religijny. fot. Universal Images Group / / FORUM I właśnie chyba te niezwykle mocne kontrasty są dla mnie najbardziej widoczne, kiedy myślę o Korei. Tutaj większość spraw rozpatrywana jest w kontekście bieli i czerni, bez rozmycia szarościami. Do takiego podejścia dosyć ciężko jest się przyzwyczaić. Biało-czarna wydaje się raczej Korea Północna. Była Pani u sąsiada? Kiedy jeszcze byłam studentką na Korea University, udało mi się wybrać w góry Keumgang na południowym wschodzie Korei Północnej. Granicę przekraczaliśmy w konwoju autobusów od strony Południa. Trochę później, w 2008 roku, doszło do feralnego incydentu, kiedy to północnokoreański żołnierz zastrzelił południowokoreańską turystkę, która wyszła poza dozwolony obszar. Od tego czasu region ten pozostaje zamknięty dla podróży z Korei Południowej. Mimo że wyprawa do Keumgangsan była czysto turystycznym wydarzeniem, zrobiła ona na mnie ogromne wrażenie. Poruszaliśmy się po piaszczystych drogach, wzniecając tabuny kurzu, jak na pustyni. Widzieliśmy ludzi, którzy pracowali w polu ręcznie wykonanymi narzędziami. Od czasu do czasu mijaliśmy samotnych, stojących na baczność żołnierzy – to na jakiejś górce, to pośród wyschniętych na wiór zarośli. Byli jak nieruchome zjawy. Bardzo biednie wyglądające wioski otoczone były rozsypującymi się murami. Wieczorem okna pozbawione szyb tylko gdzieniegdzie rozświetlane były zwisającymi na długich kablach, ledwo tlącymi się żarówkami. Miałam wtedy uczucie, jakbym przeniosła się dziesięciolecia wstecz. fot. REUTERS/Lee Jae-Won / / FORUM Same góry, natura były oszałamiające. Oprócz szmaragdowych źródełek czy monumentalnych bloków skalnych wyryły mi się w pamięci ogromnych rozmiarów czerwone znaki chińskie wyryte w skałach – hasła na cześć wodza narodu. Spaliśmy na terenie ogrodzonym wysokim drutem kolczastym. W nocy wybrałam się na spacer i kilka razy natknęłam się na żołnierzy Północy po drugiej stronie płotu, których nieruchome sylwetki majaczyły na tle jasnego księżyca. W czasie powrotu zostałam też zatrzymana przez patrol żołnierzy północnokoreańskich, którzy twierdzili, że robiłam z koleżanką niedozwolone zdjęcia – to było mrożące w żyłach doświadczenie. Jak do tego świata i takich standardów odnoszą się mieszkańcy Korei Południowej? Da się wyczuć napięcie? Koreańczycy z Południa uważają wszystkich Koreańczyków za jeden, nieszczęśliwie rozdzielony naród i generalnie opowiadają się za unifikacją. Oczywiście każdy zdaje sobie sprawę z kosztów, jakie zjednoczenie obu Korei musiałoby za sobą pociągnąć – stąd, jako nacja niezwykle pragmatyczna, Koreańczycy są raczej ostrożni z proaktywnym formułowaniem tego rodzaju postulatów. Większość jest zgodna co do tego, że zjednoczenie obu Korei byłoby długotrwałym procesem wymagającym wielu kroków. Jeżeli chodzi o przygraniczne potyczki, które mają tutaj miejsce od czasu do czasu, to bardziej szerzą one zamęt na Zachodzie, niż w samej Korei Południowej. Zdarza się, że zachodnie media upatrują w którejś z kolejnych wymian ognia możliwe groźne następstwa dla bezpieczeństwa regionu, podczas gdy zwykli Koreańczycy, przyzwyczajeni do tego rodzaju akcji, nic sobie z nich nie robią (oczywiście są rozgoryczeni, jeżeli ktoś w tych konfrontacjach traci życie). W Korei na co dzień, mimo że Seul leży względnie blisko granicy z Północą, nie odczuwa się raczej żadnego napięcia, ponieważ Koreańczycy uważają ewentualny atak Północy za bardzo mało prawdopodobny, a wszystkie prowokacje traktowane są jedynie jako polityczne zagrywki. Południowa Korea uchodzi za tę bardziej przewidywalną, a mimo to potrafi zaskoczyć. Zacznijmy od mieszkań. Podobno te w Seulu są do siebie tak podobne, że z powodzeniem można by je kupować bez oglądania? Mieszkania w Korei, szczególnie te w blokach, są do siebie na tyle podobne, że wystarczy podać któryś ze standardowych metraży, żeby z wysokim prawdopodobieństwem określić, jak wygląda jego rozkład. Niektórzy wyburzają część ogromnych wewnętrznych balkonów celem powiększenia części mieszkalnej, ale ogólnie rzecz biorąc różnorodność pod tym względem jest mocno zawężona. Znam Koreańczyka, który kupił mieszkanie bez jego oglądania – jak wszędzie lokalizacja jest najważniejszym kryterium wyboru. W Korei mieszkania oddawane są do użytkowania częściowo wyposażone, nigdy w stanie surowym. Na nowym osiedlu wszyscy będą mieli taką samą tapetę, podłogę, kafelki, armaturę łazienkową, kuchnię, a nawet szafki pod telewizor. W indywidualnym zakresie kupuje się łóżko, szafy, kanapy, pralkę, lodówkę i resztę wyposażenia. Wiem jednak od Pani, że kupno mieszkania w Seulu to ogromny wydatek. Dlatego króluje wynajem - choć podobno opierający się na innych niż w Polsce zasadach? Najczęstszym rodzajem wynajmu jest tzw. jeonse. Właścicielowi mieszkania zawierza się pełni zwrotny depozyt w wysokości co najmniej 50% wartości mieszkania (to zależy od koniunktury, obecnie jeonse dochodzi nawet do 75%), w zamian za który otrzymuje się mieszkanie do dyspozycji na okres dwóch lat. W takim systemie ponosi się jedynie koszt czynszu administracyjnego i mediów. Dzięki tak dużej gotówce, właściciel mieszkania może kupić kolejną nieruchomość lub zainwestować te pieniądze na giełdzie. fot. Thomas Peter / / FORUM Ostatnio coraz popularniejszy staje się też model weolse, który polega na wpłaceniu o wiele mniejszej kaucji (ciągle jednak jest to zawrotna suma oscylująca co najmniej w granicach 100 tys. zł) oraz ponoszeniem miesięcznego czynszu wynajmu, płatnego na konto wynajmującego. Kult wynajmu sprzyja częstej migracji ludności. To stąd w Korei tak duża popularność firm zajmujących się błyskawicznymi przeprowadzkami? Koreańczycy mieszkają z rodzicami aż do samego ślubu, czyli zazwyczaj dopiero po ukończeniu trzydziestu lat przenoszą się na swoje. Oprócz studentów przyjeżdżających do Seulu z innych miast, nikt sam raczej nie wynajmuje mieszkania, ponieważ mało kogo na to stać. Popularność jeonse i związana z tym systemem konieczność zmiany mieszkania co dwa lata spowodowały, że usługi przeprowadzek rozwinęły się bardzo szybko. Umówionego dnia podjeżdża pod dom ekipa, która wszystko pakuje do specjalnych pudeł – począwszy od tak mało znaczących rzeczy, jak gumka do włosów, po książki i ubrania. Taka ekipa demontuje także wszelkie urządzenia typu pralka, klimatyzacja, lodówka, ale też obrazy czy półki. Każda osoba odpowiedzialna jest za jedno pomieszczenie. Wszystkie precyzyjnie oznaczone pudła przenosi się do ciężarówki za pomocą rozsuwanego podnośnika, który montowany jest po wyciągnięciu okien na balkonie. Po zajechaniu na docelowe miejsce ta sama ekipa rozpakowuje pudła, rozkładając wszystkie rzeczy dokładnie tak, jak były ułożone poprzednio – pomaga w tym standardowe rozłożenie mieszkania, o którym wspominałam wcześniej. Wszystko to w ciągu jednego dnia. Koniec części pierwszej. Na drugą część rozmowy zapraszamy wkrótce tutaj. Ceny w Korei Południowej*Waluta: koreański won (1 tys. KRW to ok. 2,94 zł)1l mleka to koszt: ok. 6,8 zł (2300 KRW)1l benzyny: ok. 5,30 zł (1 800 KRW)3-pokojowe mieszkanie średniej klasy: [30 minut metrem od centrum, ok. 80 mkw.] ok. 1 mln zł (370 mln KRW)Inaczej niż w Polsce, odpłatne są: studia wyższeZdecydowanie tańsze niż w Polsce są: posiłki w restauracjach, taksówki* Na pytania odpowiada Anna Sawińska, bohaterka Tam mieszkam: Korea Korea Południowa (Republika Korei) to republika prezydencka położona w Azji Wschodniej, w południowej części Półwyspu Koreańskiego. Powstała po II wojnie światowej na terenach zajętych przez wojska Stanów Zjednoczonych. Korea Południowa otrzymała niepodległość od Japonii w 1945 r. Korea Południowa ma dostęp do Morza Zachodniokoreańskiego (Żółtego) i Wschodniokoreańskiego (Japońskiego) oraz Morza Wschodniochińskiego. Graniczy przez strefę buforową z Koreą Południową (Koreańska Strefa Zdemilitaryzowana). Stolicą jest Seul, gdzie mieszka ponad 10 mln ludzi, a wraz z miastami satelickimi tworzy jedną z największych (ok. 25 mieszkańców) i najbogatszych (prawie bilion dolarów PKB) metropolii na świecie. Walutą jest won południowokoreański, językiem urzędowym koreański, a dominującą religią chrześcijaństwo. Najlepiej rozwinięte gałęzie przemysłu przetwórczego to przemysł elektroniczny i środków transportu, a zwłaszcza produkcja półprzewodników, komputerów, odbiorników telewizyjnych, radiowych, sprzętu telekomunikacyjnego i gospodarstwa domowego. W Korei Południowej buduje się najwięcej statków na świecie. Dynamicznie rośnie sektor turystyczny. Turystów przyciągają liczne pałace i inne atrakcje historyczne Korei Południowej, miejsca kultu religijnego, w tym świątynie buddyjskie, oraz naturalne piękno kraju. Korea Południowa to kraj górzysto-wyżynny z klimatem monsunowym. Najwyższa szczyt kraju to wulkan Halla-sann (1950 m 03 Powierzchnia 100 210km2 Brief Korea Południowa Forum Indo-Pacyfiku w Paryżu i sojusz Turcji z Afryką Gra o Pacyfik, QSD, AUKUS i Wyspy Salomona Inflacja na świecie – Argentyna, Turcja, Sri Lanka i Zimbabwe Tokamaki, rozwój energetyki atomowej w Azji i brudne bomby Bezpieczeństwo w Azji – wyspy Senkaku i testy w Korei Północnej Pływające miasto w Busan i brytyjski projekt „Nie koś trawnika w maju” Na naszych stronach internetowych wykorzystujemy pliki tekstowe określane potocznie jako cookies (pol. ciasteczka). W materiałach opublikowanych w naszych Serwisach znajdują się osadzone treści, pochodzące z innych serwisów, które we własnym imieniu używają plików cookies. Te serwisy to Twitter, Facebook, Youtube i Instagram. Jeśli nie wyrażasz zgody na przetwarzanie cookies przez nas oraz te serwisy, wyłącz opcję cookies w przeglądarce lub urządzeniu, z którego korzystasz. Gdy skorzystasz z opcji opt-out, nie będziesz mieć dostępu do osadzonych treści. Więcej o zasadach przetwarzania danych w „Polityce prywatności”

życie w korei południowej